JÓZEF BACZYŃSKI ZWANY SKAWICKIM

Poza bucki, poza hraść

Pójdziem chłopcy zbijać, kraść.

Idźcie chłopcy kraść i zbijać, 

Bo ni momy za co pijać!

Pudziem chłopcy, pudziem zbijać,

Bo ni momy za co pijać.

Do plebana, cy do pana,

Józef Baczyński (?-1736r), był jednym z najsłynniejszych harnasiów Beskidów Zachodnich, działał w Beskidzie Żywieckim, w rejonie Babiej Góry, na Orawie, w Gorcach i okolicach Limanowej.

Urodził się w podbabiogórskiej wsi Skawicy, jako syn Piotra i Rejny(Reginy).Przed 1732 rokiem późniejszy harnaś ożenił się i zamieszkał z żoną u swojego szwagra Błażeja Ficka jako komornik we wsi Jaszczurowa, położonej niedaleko Wadowic. Wiosną  1732 roku podczas jarmarku w Wadowicach, na który wybrali się ze szwagrem,dokonali pierwszego rabunku i tak się zaczęło zbójowanie.

Kompania Baczyńskiego zasłynęła z tego, że ukradła z dworu w Łętowni klawikord. Instrument spalili w lesie, bo nikt nie umiał na nim grać. Baczyńskiego osadzono w więzieniu w Krakowie, został stracony początkiem 1736 roku.

 

ONDRASZEK

Ondrasz czyli Andrzej Fuciman był synem bogatego wójta z Janowic.

Ochrzczony został 13 XI 1680 roku w pobliskiej Dobrej.

W 1711 r.dołączył do grupy zbójców, szybko zostając hersztem, grasując prze 4  lata od Lanckorony po Kromieryż na Morawach i od węgierskich żupanatów z bogatymi kościołami po Racibórz. Ondraszek uważany był za “charakternika”. W wierzeniach ludowych to, człowiek posiadający moc czarodziejską, nieosiągalny dla kul  wystrzelonym z pistola...

Legenda mówi, że bliskiego śmierci Zbójnika znajduje czarownica Luca i w zamian za obietnicę wyrzeczenia się Boga uzdrawia go i wyposaża w szereg nadprzyrodzonych mocy. W zamian musiał się  zobowiązać, że nigdy nie będzie się modlił ani myślał o Bogu. Zobowiązania dotrzymał, ale równocześnie zaczął czynić dobro, używając cudownego obuszka (ciupagi) do czynienia dobra i karania zła. Brał bogatym i dawał biednym. Modliły się za niego tysiące biedaków, ku ogromnemu niezadowoleniu czarownicy. Za głowę  Ondraszka wyznaczono niebagatelną  nagrodę 100 florenów. Zginął z ręki kompana w karczmie Antoniego Horaka w Sviadnovie 1.4.1715

 

JURASZEK  czyli  JERZY FUCIMAN

Juraszek, współczesny Ondraszkowi zbójnik z Beskidu Śląskiego, członek Ondraszkowej „familii" i podstępny zabójca junaka z Janowic. Prawdopodobnie też Juraszek był krewnym Ondraszka.  Zbójowali wspólnie przez cztery lata, do czasu wyznaczenia nagrody za Andraszka żywego lub martwego. Juraszek, wraz z czterema jeszcze kompanami. 1 IV 1715 r. w karczmie Antoniego Horaka w Świadnowie na Morawach, niedaleko Frydku,  podstępnie odebrał hersztowi w tańcu jego cudowny obuszek i zabił nim sławnego zbójnika. Krótko jednak zdrajcy cieszyli się życiem: skazani w drodze łaski „tylko" na galery w Trieście, za próbę ucieczki i poranienie straży zostali w rok później straceni w Cieszynie.

 

MARTIN PORTASZ – OKRUTNY ZBÓJNIK 

Pije zbójnik, pije, talárkami płaci,

Weznom go do nieba aniołowie swaci

Nie wstydźcie sie ludzie, mácie zbója w rodzie,

Zbójnik pudzie w niebo, na samiutkim przodzie.

Zbójnicek juz skonáł, to go pogrzebiecie,

Bo jego załujom na calućkim świecie 

Nazywał  się Martyn Portasz, zaś  Dzigosik wydaje się być  przezwiskiem lub przydomkiem. Harnaś pochodził z terenu ówczesnych Węgier, konkretnie z bliżej nie określonej wsi Bystrzycy. Nieznana jest również  data urodzin harnasia, nie wiadomo ile miał  lat w chwili śmierci, brak też  danych o jego społecznym pochodzeniu.  W 1680 r. na ziemie Polski południowej przedostał się na czele 25 zbójników. Rabował i palił wsie i miasteczka, okradał zapamiętale zwłaszcza dwory i folwarki szlacheckie  w Beskidzie Żywieckim, w Kisucach i na graniczącej z nimi Orawie, na Węgrzech, w Austrii, w Rakuszach, Czechach i na Śląsku. Zasłynął z bezwzględności i okrucieństwa.  

Zginął z ręki kata 10 stycznia 1689 roku na górze Grójec k. Żywca. Powieszono go za żebro na haku, jak na hetmana zbójnickiego przystało.

 

WOJTEK MATEJA – OSTATNI MOHIKANIN

Łzy się leją Matejowi,

Ostatniemu zbójnikowi

Hej Bartusiu, twoje gęśle znajom moje siumne chody

Moje myśli… 

Jestem sobie Zbójnik  z Tater

Nadzwyczajny ze mnie chwat.

Góry siostry mi, a wiater,

wicher halny to mój brat. 

Do ostatnich zbójników podhalańskich należy Wojtek Mateja z Zakopanego. Żył  
w połowie XIX wieku. Pochodził ze słynnego rodu zbójnickiego Matejów. Stary Andrzej Mateja miał aż siedmiu synów. Razem było ich ośmiu i wszyscy skończyli w wiśniowieckim więzieniu.  Najsprytniejszym,  najzuchwalszym zbójem był Wojtek Mateja. Był  wysoki, tęgi, piękny, bardzo towarzyski, hojny i niezmiernie silny.  Odwiedzał hale i wybierał daninę w serkach i baranach, nachodził leśnych i karczmarzy, lecz stopniowo coraz bardziej dziczał. Zaczął napadać księży, co u zbójników zawsze było zbrodnią. Nie dorobił się majątku, gdyż większą część zdobyczy wydawał na fetowanie przyjaciół. 

W podhalańskiej tradycji ludowej jest oceniany i dobrze i źle. Miał on w swoim życiu zbójnickim zarówno okres prawego, „honornego” postępowania, jak i czyn, który padł cieniem na jego dobrą sławę.Mateję osadzono w więzieniu w Wiśniczu. Opuszczony, po długiej chorobie i nieudanej próbie wydostania się na wolność zbójnik popadł w obłąkanie i zmarł w roku 1875.

 

ZBÓJNIK BIAŁOŃ  Z LIPNICY

Białonia z Lipnicy Wielkiej na "zbójnickie chodniki" sprowadziła sprzeczka z hajdukiem, któremu odpowiedział pięścią. Od tego czasu zamieszkał na Babiej Górze, skąd napadał okoliczne wsie. Potrafił podobno przez jedną  noc pobiegnąć z Orawy do Krakowa i obrabować kilka zamożnych domów. Na rano wracał z powrotem na Orawę. Z Białoniem związana jest także historia kościoła w Lipnicy Wielkiej, który został  wzniesiony w 1770 roku. Zbójowi ciężko zachorowała frajerka. Wielka miłość do frajerki-żony zadecydowały o tym, że zbój ryzykując ujawnienie kryjówki ruszył do księdza. Ten odmówił  pójścia w góry. Wówczas wsadził księdza do wora i zaniósł  na Babią Górę. Frajerka wyzdrowiała, a Zbójnik  następnego dnia posłał księdzu kocioł z pieniędzmi, za które ponoć został wymurowany kościół. Dla upamiętnienia tego zdarzenia sam kocioł został wmurowany w ścianę  kościoła. Naprzeciw kościoła miała stać szubienica, na której powieszono ostatniego zbójnika Białonia - Kiczorskiego.

 

WOJTEK GAŁ  Z OLCZY

Hejże, chłopcy, hej! Z wirchów, hal i kniej!

Poza buczki, poza haść, Pójdziem, chłopcy, zbijać, kraść,

Pójdziem w orli szlak! Hej! Posiejemy strach!

Hej! Zatrwoży się Lach, Liptak skrzydła stuli,

Jak trafion od kuli ścierwożerczy ptak!

Do ostatnich zbójników podhalańskich należy Wojtek Gal bacował na Hali Kondratowej i sławnie grał na dudach Był to człowiek zamożny, posiadający grunta i młyn w Olczy. Odznaczał się olbrzymią siłą i odwagą, toteż należał do tęgich zbójów. Jego zbójowanie polegało na wpadaniu nocną porą na hale, gdzie zabierał sery i barany, co mu inni bacowie jak najprędzej starali się odpłacić wzajemnym napadem.

Oprócz tych wycieczek do  swych kolegów, Gał w jesieni czatował na kupców, którzy pędzili owce po halach kupione, zabierał część stada, i puszczał napadniętych, nie czyniąc im zresztą krzywdy.

Kiedyś Gał chcąc zatrzymać będące w biegu koło swego młyna pochwycił je ręką, ale koło urwało mu rękę, skutkiem czego Gał umarł, nie zostawiając po  sobie wielkiego żalu.

 

SEBASTIAN BURY HARNAŚ  SPOD ŻYWCA 

Podźmy chłopcý do sałasa,

Ftorá stryśka bedzie nasa,

Hej, ryktuj baca kocioł,

 Nawarzýmy miesa, Nawarzýmy miesa! 

Pochodził  z Rajczy, wsi położonej niedaleko Żywca w Beskidzkie Żywieckim, który w owych czasach był istną wylęgarnią zbójników. Nie jest znana data urodzin i śmierci zbójnika, wiadomo za to, że zbójował od 1624 roku. Był jednym z najbardziej znanych na Podbeskidziu hetmanów zbójnickich XVII wieku. Przebiegły i bezwzględny zbój często zmieniał miejsce pobytu.  W 1630 roku figuruje w kronikach jako sławny hetman, kierujący co najmniej kilkunastoosobową kompanią. Legendy mówią,  że podobno Sebastian Bury przemaszerował wraz z całą kompanią  na odpust w Milówce. 

W 1630 roku Bury trafił przed oblicze żywieckiego sądu, ujęty w czasie hucznej zabawy w Milówce. Torturowany „wyciąganiem kończyn ze stawów i podpalaniem smołą boków. Na miejsce egzekucji ciągnięty, gdyż nie mógł iść o własnych siłach.

Kronikarze podają, że „ginął na Żywieckim rynku z odwagą i fantazją”.

 

JURAJ JANOSIK Z TERCHOVEJ

Janosik, Janosik, chłop to je nie lada,

Słuchajom go zbóje, co on do nik gada

Juraj Janosik urodził się w styczniu 1688 roku w Wierchowej. Wcielony do wojska w grudniu 1707 roku został wzięty do niewoli i zmuszony do służenia w armii cesarskiej. Tam jako strażnik zaprzyjaźnił się z Tomaszem Uhorčikiem, któremu pomógł w ucieczce. W 1710 roku ojciec wyprosił zwolnienie syna z wojska. W 1711 Janosik złożył przysięgę zbójnicką. Trudnił się rozbojem do 1713 roku. Wyjątkowym wyczynem było zdjęcie z koła tortur, w Żylinie skazanego Mikołaja Šusteka,  łamanego na kole, gdzie w mękach miał umrzeć. Zbójnikom udało się go jeszcze żywego, zdjąć z koła, a kiedy umarł pochowali go. Janosika pojmano w domu Uhorcika. Sądzony i torturowany  podpalaniem skóry, wkłuwaniem rozpalonych drutów pod paznokcie, łamaniem kończyn, żywot zakończył egzekucją na rynku w Mikulaszu według tradycji, powieszony na haku za żebro.

 

ZBÓJNIK SZYMON TATAR

"Nad Tatara, nad Myśliwca polowaca więksego ni mos w całyk  Tatrak."

 Był on góralem ze Skibówek koło Zakopanego, żyjącym w pierwszej połowie XIX w.Myśliwiec żył w górach wolny, „bez żadnych praw, bez żadnej niewoli”.

Uciekł z austriackiego wojska. Był dezerterem. Wiedząc, że władze austriackie będą go prześladowały i nie pozwolą spokojnie mieszkać w rodzinnej wiosce, poszedł na zbój. Pospolicie Szymon Tatar mieszkał w jaskiniach pod górą Osobitą i był postrachem przyległych wsi orawskich. Był on małego wzrostu, ale nadzwyczajnej siły i zręczności.  Pewnego razu oddał się  w ręce władz austriackich, odcierpiał  karę, polegającą wówczas na niemiłosiernym obiciu kijami, i został zamknięty w Zamku Orawskim, wybudowanym na wysokim brzegu rzeki Orawy. Tatar  wyskoczył  przez okno i uciekł, co czynił jeszcze dwukrotnie. Na głowę  zbójnika nałożono cenę. Zdradził go karczmarz, ale sprytnemu zbójnikowi udało się przechytrzyć obławę. Zestarzawszy się Tatar zwany Myśliwcem powrócił  do Zakopanego, gdzie go już w spokoju pozostawiono. We wsi rodzinnej spokojnie życia dokonał, ani na sekundę  nie rozstając się ze swą  ciupagą, z którą nawet sypiał.

 

ZBÓJNIK CUKRZYK 

Chłopiec ci ja chłopiec

Wychował  mię ojciec,

Wychowali ludzie

Zbójnik ze mnie budzie 

Zbójnik Cukrzyk, grasował na Żywiecczyźnie na początku XIX w. Jak mówią przekazy obrabował ze swoim towarzystwem kościół w Zborowie (Słowacja) z kielichów i monstrancji. Z akt żywieckich dowiadujemy się, że dwie kochanki zbójnika Cukrzyka dostały wyroki: dwanaście lat i dożywocie (a były nim, Zofia Ciasnocha z Górnej Rycerki i Maryna z Kosarzysk). Z opowiadania o zbójniku Cukrzyku, grasującym na Żywiecczyźnie na początku XIX w., dowiadujemy się  o ciekawym sposobie obrony chłopów przed zbójnikami.  

„Zamożny chłop, aby się przygotować do napadu zbójników, uwiązał w sieni nad drzwiami bronę, obciążoną kamieniami. Gdy jednej nocy zbójnicy przyszli i poczęli wyłamywać drzwi, Garbas spuścił bronę na zbójników wkraczających do domu. Jeden ze zbójników przygnieciony kamieniami zmarł, inni zaskoczeni tym zbiegli..."  

 

ZBÓJNIK NOWOBILSKI

Hejze ino, ino jedź, 
bo jo lepsy jako kmieć, 
a u kmiecia dzieci som, 
a jo hłopiec ino som!

Nowobilski był  słynny na całą okolice zbójnik, który prócz tego, ze ostro rozprawiał  się z tymi, co mu się sprzeciwiali, to kradł woły. Mieszkał zaś  wspólnie ze swoim bratem i bratową.

Kiedyś ukradł kilka wołów i jednego właśnie zabił, poćwiartował i wsadził  do kotła. Kiedy mięso się już w kotle warzyło, do chaty weszli żandarmi. Ale ludzie dawniej silniejsi byli i twardsi jako dziś. Tak bratowa zbójnika niewiele myśląc, usiadła na kotle z gotującym mięsem, przysłoniła go spódnicom i karmiła niemowlę. Żandarmi, choć czuli zapach mięsa, na próżno obszukali całą izbę. Mięsa nie naszli, a nie domyślili się, ze siedzi na nie krewna zbójnika, i musieli odejść z niczym.

 

TOMASZ MASNY

Hej! baca nas, baca nas!

Dobryk chłopców na zbój mas,

Jesce byś  ik lepsyk miał,

Kiebyś ty im sera dał!

Z Szarego pochodził jeden z bardziej znanych zbójników, Tomasz Masny, który grasował na Żywiecczyźnie w XVII wieku. Zbójnik ten zasłużył się napadem na miasto Żywiec. Znamy tylko jeden wypadek napadu zbójnickiego na miasto w historii zbójnictwa! 

Wydarzenie to miało miejsce w r. 1695. Ani w swoim przebiegu, ani w skutkach napad nie był aż tak bardzo groźny, ale spowodował wielkie zamieszanie. Zbójnicy w czasie napadu czuli się w mieście swobodnie, czynili wrzawę, strzelali, skutkiem czego ranili mieszczanina Bielewicza. Dopiero dzwonienie na trwogę zmusiło zbójników do ucieczki, co im się powiodło bez większego wysiłku, gdyż mieli za Sołą przechowane konie. Spośród 17 uczestników napadu dziesięciu niebawem ujęto i stracono. W roku 1696 egzekwowano w Żywcu dziewięciu zbójców z bandy Tomasza Masnego z Szarego. Każdemu ucięto po jednej ręce i przybito je do pręgierza, a potem okaleczonych na żywo na placu ćwiartowano. Wśród straconych znajdował się ich przywódca . „Pryncypałowi"  - Tomaszowi Masnemu - zdarto najpierw dwa pasy, później ucięto obie ręce i wreszcie wbito żywego na pal. Taka była zemsta za napad na miasto.

 

WOJTEK MARDUŁA ZWANY KRWAWYM 

Ten Tatrzański zbójnik nie miał dobrej opinii wśród ludzi.Był równie odważnym, dzielnym, jak zaciekłym i krwiożerczym w zemście. Zabił on jednego pana - opowiadał podhalański bard Sabała. 

O Mordułach mówili: Takie zajadliwe wej potwory były - taka wściekła namiętność, taki nieprzytomny gniew ogarniał ich, kiedy się w karczmie pobili, że przerażenie ogarniało na sam widok ich twarzy zdziczałej od złości i zapamiętania.

„Raz poszedł na Węgry i sam napadł na karczmę, w której było sześćdziesięciu Liptaków. Rzucił się między nich, wołając: Gadajta, psia kość, po polsku, a nie, to won! Ciskał się z ciupagą do oczu każdemu, krzycząc: Tyś tu, tyś tu! aż wygnał wszystkich na dwór. Potem zaś zaprosił do karczmy, płacił za wódkę i hulał z nimi przez całą noc".

 

FEDOR  HLAVATY (GŁOWATY) 

Ten słynny zbójnik, który urodził się niedaleko Sniny we wsi Ruska Wołowa. Wraz z bandą pojawił się już w 1485 roku dając się we znaki mieszkańcom pogranicza. W latach 1491-1494 na "zbój” chodził na węgierską stronę, ale grasował też na rozległym terytorium od Orawy aż po Przemyśl. Jego kompania liczyła około 50 osób – Polaków, Rusinów, Słowaków i Wołochów. Mówi się,  że jest autorem pierwszego komiksu karpackiego. Jest to list do bardejowskich mieszczan, w którym żąda wypłacenia mu przez miasto 400 florenów, jako okup od zemsty zbójnika za powieszenie jego kompanów. Treść listu została wzbogacona rysunkami. Widnieją na nich odrąbane głowy, topory, siekiery i rózgi. Listem nikt się nie przejął, schowano go do archiwum, w którym można go podziwiać do dzisiaj. Jednak nie były to tylko pogróżki ze strony zbójnika.  W 1499 r. napadł na Barejów, ograbił on mieszczan z pieniędzy, narzucając im kontrybucję, zaś w kolejnym napadzie na przełomie czerwca i lipca spalił całe miasto.

Miejscowościami najbardziej znienawidzonymi przez beskidników Głowatego były: Orawa, Murań, Dunajec (Nowy Targ), Rymanów, Sanok i Przemyśl. Należy do nich dołączyć jeszcze Żmigród, Biecz, Muszynę, Nowy Sącz, Żywiec i Oświęcim. Większość z tych miast miała tzw. prawo miecza, co oznaczało, że dokonywano w nich jawnie sądów nad schwytanymi zbójnikami.

 

JAN KLIMCZAK  

Ciemna nocka beła,

kie my na zbój pośli,

Nie doł  Pon Bóg scynścia,

Nic my nie przinieśli, 

Jan na czele kilkudziesięcioosobowej „familii" uprawiał rozbój przy końcu XVII wieku na przestrzeni od Cieszyna i Pszczyny, po Żywiec, Zator, Oświęcim i Bielsko. Był to harnaś dzielny, szlachetny, wspomagający biednych, sprawiedliwy. Ma on też swój legendarny życiorys. Opowiada się więc o nim, że był synem nieślubnym hrabiego czy księcia, stąd też niekiedy w podaniach występuje jako hrabia Klimczok. Służył na dworze bialskiego księcia, gdzie na każdym kroku ostro reagował na niesprawiedliwość wielkiego pana. Pewnego razu został z polecenia swojego chlebodawcy niesłusznie wychłostany i wtedy postanowił się zemścić. Został zbójnikiem, ale napadał tylko na bogatych. Kiedyś udało mu się nawet schwytać znienawidzonego księcia, który udawał się właśnie do swojej narzeczonej. Zbójnik przebrał się w książęce szaty, pojechał na dwór panny, poślubił ją, a następnie odesłał uwiedzioną swemu wrogowi. Przez cały czas swej zbójnickiej kariery opiekował się pokrzywdzonymi. Jan Klimczak był  najbardziej „ szlachetnym” z całej trójki zbójników Klimczaków.  Koniec wieku XVII to lata walki Państwa Polskiego ze Szwedami podczas potopu. W okresie tym wielu górali chwyciło za broń i czynnie włączyło się do walki z najeźdźcą. To zbójnikom Żywiec zawdzięcza ocalenie w 1656 roku. Zbójnicy napadali na szwedzkich żołdaków – rabusiów, aby wywłaszczyć ich z łupów. Po zakończeniu wojny szwedzkiej, bandy zbójnickie ułaskawiono, poczytując im za zasługę obdzieranie Szwedów, a czyniono to w nadziei, że na przyszłość wystrzegać się będą zbójnickiego rzemiosła. Zbójnictwo jednak nie wyginęło.

 

WOJCIECH KLIMCZAK 

 Za noze, chłopcy, za noze,

bo moje serce niy może,

niy może dłuzyj wytrzymaj,

muse jo bitkę  zacynaj.

Wojciech Klimczak słynął z niewybrednych metod postępowania z ofiarami. Łupił gospodarzy, mieszczan a nawet księży, co bulwersowało władze i prosty lud. Nie znamy miejsca i daty urodzin harnasia. W chwili gdy wkraczał na „zbójnicki chodnik” „Hrabia Klimczak” był już żonaty z niejaką Gąsiorkówną ze Straconki pod Bielskiem. Towarzystwo Klimczaka widać dość śmiało poczynało sobie w okolicach Bielska  
i Żywca, skoro w roku 1695 zebrano osiemdziesięciu mężczyzn z okolicznych wsi i wybrańców, których liczby akta nie podają, w celu dokonania obławy na zbójników. Alarm dla strażników miejskich miało stanowić czterokrotne trąbienie na rogu kilkakrotnie powtórzone. Instrukcja przewidywała też różne warianty sygnalizacji w. zależności od tego,  
Grupa Wojciecha Klimczaka była stosunkowo duża, liczyła około czterdziestu osób. Posiadał po wsiach wielu wspólników i informatorów, u których się ukrywał.

Wojciecha Klimczaka schwytanego w 1695 r. i "egzekwowano na haku jako hetmana zawiesiwszy" w roku 1690 w Oświęcimiu.

Ludowa legenda z nazwiskiem zbójnika Klimczoka wiąże też nazwę szczytu Klimczok (1119 m n.p.m.) wznoszącego się nad Bielskiem w Beskidzkie Śląskim. 

 

MATEUSZ KLIMCZAK 

Mateusz Klimczak urodził się w Lipowej, wsi w dawnym państwie żywieckim, leżącej u podnóża największego wzniesienia w Beskidzkie Śląskim - Skrzycznego (1257 m n.p.m.). Nie wiadomo, kiedy i w jakiej rodzinie przyszedł na świat. Jesienią 1689 roku ożenił się i zaczął gospodarować.

W 1694 roku z niewiadomych przyczyn przeniósł się na teren tzw. państwa łodygowickiego. Nie wiadomo też, kiedy i w jakich okolicznościach stał się zbójnikiem,  
a potem zbójnickim hetmanem. Napadał na Andrychów i dwory szlacheckie w okolicy.

Dziejopis żywiecki podaje, że Mateusz Klimczak został schwytany przez oddział harników polskich pod wodzą Michałkowskiego w chacie chłopa Kubicy, w Mikuszowicach Krakowskich w pobliżu kościółka Św. Barbary, gdzie zwykle przechowywał łupy i właśnie znalazł schronienie. W chwili aresztowania znaleziono przy nim wartościowe przedmioty i broń pochodzące z rabunku. Klimczaka wraz z dwoma schwytanymi również towarzyszami przetransportowano do więzienia w Białej. Osadzony w więzieniu bielskim, niebawem na usilne prośby Polaków został przekazany władzom polskim.  Towarzyszy Mateusza Klimczaka stracono w Oświęcimiu, jego samego przewieziono do Krakowa, gdzie złożył „dobrowolne” i wymuszone torturami zeznania. Powieszony za żebro na haku zginął w czerwcu 1697 roku na miejscu straceń na Krzemionkach.